Czy po spłacie kredytu frankowego da się jeszcze odzyskać pieniądze? To pytanie wraca do nas regularnie. I wcale się nie dziwię, bo przez lata banki i część doradców wmawiały ludziom, że jeśli kredyt jest zamknięty, to sprawa jest zamknięta razem z nim. Ten przykład pokazuje coś dokładnie odwrotnego.
Nasz klient spłacił kredyt frankowy w 2017 roku. Zgłosił się do nas w listopadzie 2024 roku, przekonany, że na odzyskanie jakichkolwiek pieniędzy jest już za późno. Trafił na jeden z naszych postów, w którym tłumaczyliśmy, że roszczenia mogą przysługiwać także osobom, które spłaciły kredyt kilka lat temu. Zainteresował się, ale podchodził do tematu z dystansem. Mówił wprost, że boi się przedawnienia.
Padło klasyczne pytanie: „Panie mecenasie, czy po siedmiu latach ja jeszcze coś jestem w stanie odzyskać? Przecież ten kredyt został spłacony dawno temu”.
Kredyt frankowy z 2009 roku, spłata w 2017 roku. I co dalej?
Umowa została zawarta w 2009 roku z Nordea Bank Polska. Dziś następcą prawnym jest PKO BP S.A., więc to przeciwko PKO kierowaliśmy sprawę. Kredyt był indeksowany do franka szwajcarskiego. Klient spłacał go normalnie, bez kombinowania, bez zaległości. W 2017 roku w związku ze sprzedażą mieszkania zamknął temat, odetchnął i uznał, że ma to za sobą.
To dość typowy scenariusz. Ludzie zamykają kredyt i chcą mieć spokój. Tylko że spokój nie zawsze oznacza, że bank rozliczył się uczciwie.
Szybka analiza umowy i wniosek był jeden: nieważność umowy kredytu
Po otrzymaniu dokumentów zrobiliśmy analizę umowy. I uczciwie mówiąc, długo się nad nią nie zastanawialiśmy, bo mechanizm był klasyczny dla franków. Umowa opierała się na przeliczeniach po kursie z tabel banku, bez przejrzystych, obiektywnych zasad. Bank miał realnie wolną rękę przy ustalaniu kursów, a kredytobiorca nie miał narzędzi, żeby to kontrolować.
To właśnie takie rozwiązania są źródłem problemu w wielu umowach frankowych. W praktyce prowadzą do wniosku, że umowa od początku nie działała tak, jak powinna, a w wielu przypadkach po prostu jest nieważna.
W tej sprawie wyszło nam dokładnie to. Wniosek był prosty: umowa była nieważna od samego początku, a wpłaty klienta nie miały podstawy prawnej.
Klient nie chciał wieloletniej wojny z bankiem. Dało się to ułożyć sensownie
Na starcie klient postawił sprawę jasno. Zależało mu na czasie. Nie chciał ciągnącego się latami procesu. Bał się też, że bank spróbuje pozywać go o zwrot kapitału, mimo że kredyt już dawno spłacił. To są realne obawy, które często słyszymy na konsultacjach.
Dlatego przed wniesieniem pozwu zrobiliśmy rzecz, która w takich sprawach potrafi być kluczowa. Złożyliśmy oświadczenie o potrąceniu, żeby rozliczyć kapitał i iść do sądu już tylko po nadwyżkę ponad kwotę, którą bank faktycznie udostępnił klientowi.
To daje klientowi poczucie bezpieczeństwa i porządkuje spór. Po prostu rozliczamy kapitał i walczymy o to, co zostało zapłacone ponad niego.
Ile udało się odzyskać ze spłaconego kredytu frankowego?
Po rozliczeniu wyszło, że klient zyskał 67 500 zł oraz 5.700 CHF. Do tego klientowi należały się odsetki za okres roku. Łączna wartość roszczenia, liczona według kursu z dnia wniesienia pozwu, wyniosła około 100 000 zł. Tyle właśnie dochodziliśmy w sprawie.
I tu warto podkreślić jedno. To nie jest „historia o tym, że udało się coś tam urwać bankowi”. To jest historia o tym, że przy nieważnej umowie kredytowej świadczenia klienta są nienależne, a bank powinien je zwrócić.
Pozew w grudniu 2024 roku, wyrok już 13 czerwca 2025 roku
W listopadzie 2024 roku klient zgłosił się do kancelarii. W grudniu mieliśmy komplet dokumentów i pozew był gotowy. Złożyliśmy go przeciwko PKO BP.
Sprawa poszła bardzo sprawnie. 13 czerwca 2025 roku zapadł wyrok w pierwszej instancji. Sąd zasądził na rzecz klienta całość dochodzonych kwot, a bank obciążył kosztami.
To był moment, w którym klient poczuł, że to naprawdę działa. Bo do tego czasu w głowie miał głównie wątpliwości: czy się nie przedawniło, czy sąd nie uzna, że „skoro spłacone, to po sprawie”, czy bank nie zrobi jakiegoś manewru.
Bank złożył apelację. Sąd drugiej instancji nie miał wątpliwości
Bank oczywiście złożył apelację. Dla nas to żadna sensacja. W wielu sprawach banki wnoszą apelację z automatu, nawet gdy argumenty są słabe. My odnieśliśmy się do niej wprost, pokazując, dlaczego ta konstrukcja nie ma sensu i dlaczego wyrok pierwszej instancji powinien zostać utrzymany.
I został.
W grudniu 2025 roku zapadł prawomocny wyrok w drugiej instancji. Sąd utrzymał rozstrzygnięcie i oddalił apelację banku w całości. Sprawa toczyła się przed sądem w Wołominie, a następnie przed Sądem Okręgowym Warszawa Praga.
Całość zamknęła się w około rok. Dla klienta był to naprawdę mocny finał, bo startował z myślą, że nie odzyska już nic.
Co ta sprawa mówi osobom, które spłaciły kredyt w 2010, 2015, czy 2020 roku?
Mówi jedną ważną rzecz: spłacony kredyt frankowy nie oznacza, że Twoje roszczenia zniknęły. W praktyce wiele osób dopiero po spłacie ma komfort, żeby w ogóle wrócić do tematu i sprawdzić, czy bank rozliczył się uczciwie.
Jeśli masz kredyt indeksowany lub denominowany w CHF, ale też w euro czy dolarach, i spłaciłeś go kilka lat temu, to nie zakładaj z góry, że nic się nie da zrobić. To trzeba sprawdzić na umowie, na historii spłat i na konkretnych zapisach.
Znam ten moment, kiedy człowiek myśli: „nie chce mi się w to wchodzić, pewnie i tak się nie uda”. Nasz klient też tak myślał. A finalnie odzyskał prawie 100 000 zł. Zatem jeśli jesteś w podobnej sytuacji, to zainteresuj się tematem i wyślij swoją umowę do analizy. To nic nie kosztuje, a możesz na tym zyskać setki tysięcy złotych.














